Cyklady 2010

Wielki Błękit
czyli mentalno fizyczna rozpusta

„Za dwadzieścia lat bardziej będziesz żałował tego, czego nie zrobiłeś, niż tego, co zrobiłeś. Więc odwiąż liny, opuść bezpieczną przystań. Złap w żagle pomyślne wiatry. Podróżuj. Śnij. Odkrywaj.” – Mark Twain


Początek miał miejsce gdzieś po Sylwestrze. Zadzwonił Jacek – Komandor YKP Inowrocław towarzysz rejsów słodkich i słonych. Przyjaciel. Mówi krótko:   jednak są chętni na rejs!  /a jeszcze w grudniu było ciężko/. Jednak to zrozumiałe! Mikołaj , święta , Sylwester. Wiadomo wydatki. Widać jednak coś w sakiewkach  zostało.    Wymyśl coś!  -  Tak zakończył.

Zaczęło się wyszukiwanie  terminów lotów niskobudżetowych i  lotnisk przy bazach czarterowych.

Moja propozycja -Cyklady . Samolot z Warszawy  liniami Norwegian do Aten. Czarter Kiriacoulis  Bavaria 42 dla dziewiątki  – wystarczająca. Dzięki agencji  Punt wszystko załatwione. Czarter wpasowany w terminy lotów.

Planowanie trasy. Co się da zrobić w tydzień od 13 do 20 maja. Kilka wariantów trasy układanych na Google Earth.  Pozostała ostateczna-ta dalej opisana.  Cel i założenia rejsu: stażowo-turystyczno-wypoczynkowy  bez zwiedzania dogłębnego wysp, ruin, podziwiania  ciekawostek przyrodniczych.  Inaczej mówiąc maksymalnie na jachcie z wiatrem czy pod wiatr. Uroki portów poznać w zakresie kulinarnym i manewrowym. Żagle stawiać kiedy się tylko  da. Na dieslu nie oszczędzać  kiedy trzeba. Nie nadużywać  jednak!

Spotkanie z załogą dwa tygodnie przed rejsem. Obawy przed niestabilną sytuacją w Grecji i pyłem wulkanicznym z Islandii . Swoją drogą jak takie dwa kraje z dwóch biegunów Europy potrafiły trzymać w szachu świat-z różnych powodów. Postanowienie jakiego można oczekiwać  od żeglarzy. Lecimy! Żeglujemy!  Carpe diem! Oficer „Siła Spokoju” przystał  do większości.

Piątek 14 maja lądujemy  215 w Atenach. Autobus miejski .Około 330 Marina Alimos /Kalamaki/. Szukamy jachtu. Miał czekać  z kluczami  „pod wycieraczką”.   Jachtu… nie ma! Tak się wydawało, gdyż szukaliśmy Bavarii 42 . No i niespodzianka! MarGeo to Bavaria 44. Przechodziliśmy obok dwa razy szukając  jachtu z jednym kołem /42/ a nie z dwoma /44/ sterowymi. Nawet bandera  ojczysta pod salingiem  łopotała. Nocne sztauowanie i można iść spać. Nikomu jednak  nie w głowie sen.-Przy „Kwadratowej”, dźwiękach wydawanych przez Murzyneczkę i Kunia  zjadamy pierwszy posiłek . Czekamy na  przejęcie jachtu. Około  830 część załogi  udaje się po zakupy  uzupełniające naszą  integralność  aprowizacyjną na min 3 dni.  Podstawy  znalazły się w bagażach zabranych z kraju.



Cumujemy w Lavrion



Wyczekiwana  godzina  9 nadchodzi. Całość procedur pozwala na oddanie cum ok.14.Przed wyjściem  postawienie bandery YKP . Z  nami wychodzi   S/Y Seni – Bavaria 37 dowodzona przez Janusza. Cel  zatoka  Palea Fokea /37 43 11 N ,23 56 26 E /  osiągamy po ok.3 godzinach „motorowania” . Uroczy porcik rybacki bez możliwości cumowania . Janusz postanawia stanąć na kotwicy. Uwzględniając  brak osłony od W i SW , chęć  oszczędzenia  załodze wacht  kotwicznych  po bezsennej nocy i wystarczający czas do zachodu słońca  proponuję „motorowanie” do Mariny Olimpijskiej. Minęliśmy  Souninon  z górującą świątynią Posejdona , a następnie prawą burtą  połowę wyspy  Makronisos. Wchodzimy do Olimpijskiej. Na główce postać jakaś macha do nas. Pytamy o koszt -50 eur. OK.!Niestety! Brak miejsc. I dobrze! Wchodzimy o ok. 1 Mm  N do portu Lavrion /37 42 30N , 24 03 34 E/zadowoleni  z  50 eur pozostałych w kasie okrętowej. Port  jachtowy wydaje się zapełniony. Niechęć do stawania rufą  do nabrzeża  z kotwicą od dziobu decyduje o cumowania w miejscu dla statków większego tonażu.

Longside  stało już  kilka innych jachtów. Kolacja. „Kwadratowa” i załoga w kojach. Spokojnie zalegam na decku. Pierwsza grecka noc w tym rejsie do przespania. Z małą przerwą na korektę cum i odbijaczy . Przemek czujnie wyskoczył ok. 4 na pokład –coś pukało. Czynimy co należy. Spokój do poranka. Nic nie puka. Widać poborca portowych opłat też śpi. Słychać tylko pochrapywania.

Przed nami cel wyspa Serifos port  Livadion/37 08 31N , 24 31 04E /. Małe zakupy. Śniadanie. Cumy  oddać  i  w morze.  Łączność z  Seni na kanale 69 /swoją drogą jacht do jachtu 69- skojarzenie samo się rodzi/ . Postanawiają  nie forsować  55 Mm i wybierają wyspę Kea. To dzień rejsu drugi.



„Wysmaczona” żegluga



MarGeo  płynie zgodnie z planem na Serifos . Niestety głównie „motorując” pod wiatr . Na pokładzie lunch ok. 12.00. Sałatka z fetą. Sery. Suche kiełbasy-również  suszone  mięsne rarytasy  z Litwy zawleczone przez Krzysztofa .Wina-odrobina lub piwo do wyboru. I smalec  własnej roboty domowy. Do syta! Aplauz  rozpoznany po ciszy zakłócanej smakowitym mlaskaniem.

Około  19  jesteśmy w porcie. Pierwszym  z  naszych cykladzkich . Obiadokolacja na pokładzie z produktów własnych i miejscowych. Wina-odrobina . Ouzo na trawienie. Wachta pomywa. Reszta się zmywa z pokładu. Ginie w porcie i tawernach. Wachtowi dołączają po spełnieniu obowiązków.

Opisów wyspy i jej osobliwości  w przewodnikach i sieci pełno .Tutaj ich nie będzie .To samo dotyczy innych miejsc na naszym szlaku .  Opisy portu ogólnie dostępne w przewodnikach  żeglarskich  /„Grek Waters Pilot” Roda Heikella  to standard . Nowość po polsku to  „Grecja przewodnik dla żeglarzy” Gerda Radspielera/.  Dwa najnowsze wydania obu na pokładzie . Swoją drogą  Heikell  jakoś lepiej opisuje locję /może to tylko moje przyzwyczajenie/. W następnych portach  to do niej odnoszę się z ufnością . Zaglądając do tej nowością wydawniczą i językiem polskim w przekładzie z niemieckiego kuszącą tylko dla porównania.



MarGeo w porcie Livadion



Serifos. Port  Livadion . Stajemy jak to w Grecji. Rufa do nabrzeża kotwica  wydana z dziobu.

Prądu przyłącza są! Tylko niekompatybilne z naszym jachtowym kablem/w Grecji każdy port ma inne rodzaje gniazdek/.Pomaga nam Francuz z jachtu pobliskiego. Wyciąga z bakisty taki adapter przyłączeniowy. Jednak i on nie pasuje.  Francuz  nam  i owszem! Rasowy żeglarz! Otwarty!

Dwa kieliszki z kwadratowej  i  …vive la pologne  na pokładzie MarGeo. Za wtyczkę, którą wydobył z bakisty, a którą Roman /złota rączka, mechanik i dobro wszelkie/ zmienił  rewanżujemy się Marsylianką –prawie w oryginale. Wspominamy wojny napoleońskie , Chopina  i Marię Curie. Psioczymy na niski kurs euro do dolara, słabą infrastrukturę żeglarską wynikającą z greckiego marnotrawstwa  itd. Jest sympatycznie! Vive la France!

Starania Romana zległy na niczym. Prądu 220V i tak nie mamy. Mimo tego żyjemy . Zapasy też. Nocna cisza spłynęła  niepostrzeżenie. Zapachów niemiłych pod pokładem mimo braku ciepłego prysznica nie notujemy. Zatykających dech wrażeń  też.

Wcześniejszą wizytę  Coast Guard przy naszym jachcie i prośbę o zwrócenie uwagi na kabel elektryczny i cumy potraktowaliśmy  poważnie . Wieczorem  wg  prognoz może być różnie. Mieli rację !

Nasz kolega Włodek w tym samym czasie odcinał cumy na Santorini / zaledwie 60Mm SW od naszej pozycji/  i  uciekał w morze sztormować . Przy boi cumowniczej zostawił 70m liny w obawie przed  sztrandowaniem  u stopni  oślich schodów. Decyzja jedynie dobra!  Włodek to nie kandydat na osła. Żeglarz  wiatry  mediteraneu  czujący w nozdrzach. Uciekł na  wyspę Ios.  Mieliśmy się spotkać w Nousa  na Paros. Niestety ! Może i na zdrowie wzajemne! Spotkania  na nie było.  Równolegle  Janusz odnotował na  wyspie Kea kłopoty trzech innych jachtów zerwanych  z kotwicy. Jego wachty kotwiczne były jednak czujne. U nas noc akustyczna przy wietrze świstającym  i Murzynce . Kunia nie było.  Ouzo i wina odrobina  przed , do i po kolacji . Bezpieczne zajęcia własne załogi w porcie bez incydentów odnotowanych w lokalnych mediach i posterunku policji.

Poranek trzeci dzień. Cel port Nousa wyspa Paros. Wcześniej uzupełnione  zapasy /pieczywo, pomidory i zielenina, wino , Ouzo , Fanta – to dodatek do Ouzo -zamiast wody wynalazek Grzesia z  Khersonisos  na Krecie/.  Grzesiu , Khersonisos i Fanta z Ouzo to temat na zupełnie  odrębną  opowieść.  Z rejsu innego. Może kiedyś opowiem.



Kruszenie betonu pirsu ośmiornicą



Przed  oddaniem cum jesteśmy świadkami  mordowania świeżo złowionej ośmiornicy.  Polegało to na kruszeniu nią betonu pirsu przez wielokrotne rzucanie  stworem  na  ten  że . Podobno to się krnąbrnej ośmiornicy należy. W przeciwnym wypadku  podczas konsumpcji przybiera postać gumy  i  staje się niezgryzalną . Kilka stosownych foto upamiętniających wyczyny łowczego . Oddalamy się. Zwłaszcza , że nieszczęsna miała koleżankę niesioną przez innego łowczego .Słaba znajomość greckiego nie pozwoliła na dociekanie stopnia  jej  krnąbrności  .  Z ośmiornicą językiem migowym też kontaktu nie dało się nawiązać. Ma  bestia przewagę w ilości kończyn i  gestykuluje dwa razy intensywniej od człowieka.

Dzionek na fali i falowo. Chociaż i regulaminowo . Jacek – pierwszy oficer dba  o regulamin i zapisy w dzienniku pokładowym .  Lunch ok.12. Menu stosowne do pozycji  wskazywanej przez GPS.  Czyli sałatka z fetą, sery, suche kiełbasy! No i wina odrobina też . Ouzo z wodą . Porcyjka! Przecież nie można  dopuścić do odwodnienia organizmu. A na wodzie oto najłatwiej!  Niektórzy  zapobiegając odwodnieniu wybrali piwko. Ukryte w  dwóch papierowych torebkach pojawiły się na pokładzie nabyte przy okazji zakupów porannych sardynki .Jasne, że nie w puszkach! Prezent dla Miszki!  Miszka  wszak  obiecał że wyczyści i przyrządzi  ryby, że hej! Tylko dać ryby! Słowa dotrzymał! Jak powiedział , że wyczyści i przyrządzi to…. powiedział!   Załoga wyczyściła i przyrządziła. Pyszotka. Brawa dla Krzysztofa  i Przemka . Takie uzupełnienie nudnych egejskich lunchów na pokładzie! Do sardynki białego wina odrobina. Ouzo po tym popsułoby smak. Precz!

Płyniemy kursem ok. 90 czyli E . Przy latarni Korakas /37 09 19N , 25 13 32E/ stopniowo zmieniamy kurs na 180 wchodząc w zatokę Plastira. Przed nami panorama N  brzegu zatoki.



Po lewej czarny dziób „Flamandki” po prawej amerykanie



Widok Nousy poraża! Piękne miejsce! Ostrzeżenie o głazie pozostawionym po środku basenu też wzbudza  emocje.  Jachty stojące longside .  Inaczej się raczej nie da z obawy o zaplątanie kotwic w ciasnym basenie. Praktycznie miejsc  brak. Tak myślała  też  i pewna Pani witająca nas  językiem flamandzkim w obawie o całość swojego jachtu po naszym precyzyjnym dojściu  dziobem do nabrzeża i przytuleniu się lewą burtą do jachtu z wyłożonymi  fenderami. Do jej dziobu były dwa metry. Żadnego zagrożenia.  Dont worry!

Flamandzka egoistka za nic miała sztorm nadchodzący. Istotnym była całość bugszprytu ich jachtu. Mała dyskusja  i   mąż kapitan / a może raczej  chłopiec okrętowy/ poszedł na współpracę widząc zdecydowanie 9 osobowego teamu  i  lekko  o 2m wycofał  jacht  z pomocą naszą / w zaciszu messy za uległość został  oklęty  po flamandzku/.   Nasze MarGeo  pozostało  w pierwotnym miejscu cumowania. Załoga wyłożyła  zgodnie ze sztuką wszystkie środki ochrony od obtarć . Szpringi ,cumy i inne co by nas  nikt nie wspominał  żle.  No i…!  Wejście Pana jachtu o którego  burtę  się oparliśmy.  Pytanie moje : czy nie przeszkadzamy?!   Odp:  Komu?! Mnie!? Nie! Why!? Jesteśmy żeglarzami przecież!  Amerykanin! Żeglarz . Człowiek. Kwadratowej już  w ładowniach nie było! Tym razem paczuszka kabanosów polskich  była wyrazem naszego uznania dla normalności . Akceptacja dla naszego prezentu zaznaczyła się pysznym. Mniam! Mniam ! Mniam! Dochodzącym z sąsiedniego kokpitu.

Egoistów stających w portach bezpieczne i mających  gdzieś , że sztorm  poza nim  spotkaliśmy jeszcze dwa razy. Jednak udało nam się zdefiniować  i wyłuszczyć  im pojęcie bojrepu – moim zdaniem /powtarzanym za mistrzem Andrzejem M/,narzędziem  niezbędnym w greckich portach. Definicje egoizmu , portu i sztormu też. W  zależności od punktu widzenia głodnego i sytego. Podziałało na Niemcu i Włochu. Flamandka raczej niereformowalną  pozostała. A może to Walonka  jakaś była?



Nousa



Nousa… Piękne miejsce . Magiczne niemal. Piszę to jeszcze raz. Tutaj  widać , że lokalny gospodarz unijne pieniądze przeznaczył dla tego miejsca.  Wyjątek w tym kraju . Nie wiem czy wszystkie wypisane na tablicy   liczebniki – ile to Unia , ile to gospodarz  w mil. eur przeznaczyli  żeby to miejsce zachęcało do powrotów  to prawda. Jednak prawdy  raczej  bliskie. Polecam ten porcik gorąco . Jednak tylko poza sezonem. W  sezonie  wskazane zawijać  przed  1100. Wymiary podane w locjach zmniejszyć o  ¼. Czyli 60m w locji to  45m realnie. Kamień na głębokości 2m  w środku basenu portowego to prawda ! Nieoznaczony! Grecja!!!



Jeden z kilku basenów portowych dla łodzi rybackich w Nousa



Pełno tam małych baseników portowych dla kolorowych rybackich łódek.

Grecki błękit stolików w tawernach. Białe ściany domków Złoto kopuły kościoła.

Nie potrafię tego wyrazić  inaczej  niż jedno wielkie pieszczenie oczu! Podobnie jak  „ Wielki Błękit” film nakręcony  parę mil od tego miejsca .  Komercyjny  „puder”  bardzo  znany z prawie wszystkich miejsc nad tym ciepłym morzem  i upodobniający je do siebie prawie nie widoczny . Klimat greckiego porciku zachowany .Warto  bardzo było  stanąć w tym miejscu! Bardzo!



Za rufą Nousa



Poranek 17.05.2010. Wieje! Oj! Wieje! Sugestie pozostania i przeczekania do  jutra.  Spacer po  Nousa.  Czas wyjścia na Siros  nadchodzi. Trip niewielki/25Mm/.Wychodzimy kurs 310.  Flamandka zadowolona  gdyż   „niebezpieczeństwo” się oddala , kontroluje nasze portowe  manewry .W  myślach życzę jej  nigdy niewymiękających   ośmiornic .  Jeszcze tylko pół   wstecz w kierunku czarnej  burty reguluję jej ciśnienie tętnicze. Ze skutkiem.     Jej twarz przybrała barwę homara na półmisku!  Pół na przód .  Amerykanie pozostają  wbrew zamiarom /podobno prognozy nie pozwalają  wyjść / będzie gdzieś do 6B wiało.

Dzionek rutynowy już jak dla nas.  Płyniemy! Lunch normalny . Wina odrobina. Ouzo. Smalec. Feta w sałatce.  Kulinarny  kunszt wykazuje Sławek w asyście Marka. Modyfikacje dotyczą  jedynie składu sosu do sałatki.  To wyraz kapitańskiego rozpasania!!!  Korekta polega na dodaniu odrobiny musztardy do sosu . Mało?!  To jednak dla  całości smaku sałatki   jak dobranie szotów foka o dwie „kreski” podczas  regat  w kursie na wiatr . Pysznie! Żeglujemy smaczniej! Lubię taką  „wysmaczoną”  żeglugę! Wina odrobina!

Śródziemia  morze z jego zapachami , smakami ,widokami ,bogatą historią. Koktajlem  wszelkich kultur z nad jego brzegów przemieszanym od czasów antycznych do dzisiaj musi oddziaływać w sposób metafizyczny. Poddajemy się tym klimatom.  Serfując  prawie na MarGeo  w rytmie fal nasiąkamy mentalnością  Zorby . Miszka  z pomocą Kunia gra melodię z tegoż filmu .Żagle i rytm nas uwodzą. Błękit nad pokładem pod nami i wokół nas . Tańczymy na falach! Do tańca przyłączają się delfiny. Nie najgorzej jest! Jest fajnie! I tylko Sunca brak! Chociaż słońce świeci!   Ouzo z wodą. Wina odrobina. Oliwki. Papryka. Pomidory. Feta.  Cień końca mentalno fizycznej rozpusty jeszcze nie znalazł miejsca na pokładzie. Przed nami przecież jeszcze kilka obiecujących dni. Carpe diem!



Bavaria 42 na skałach przy wejściu do Finikas



Siros przed  nami . Dzień rejsu kolejny. Ostrzeżenie na 69 od Janusza. Przy wejściu do portu uważaj! Jacht na skałach NE od główek  zaparkował. Wchodzimy. Fakt.!Po prawej  60 m od  główki wejścia na skałach  Bavaria 42.

Niemcy. Przykry widok! Swoja drogą  jak to się mogło stać? Widać mogło. Nie pytałem autorów tego incydentu. Jakoś nie wypadało. Zostali sprawnie bez powiększania strat ściągnięci ze skał  przez ekipę portową.   Dziura w poszyciu i stracona płetwa sterowa to wszystko. Nie licząc gwałtownie przerwanego rejsu.



Finikas ciasno w porcie



Port  Finikas /37 23 49N , 24 52 36E/  typowy grecki port!  Ciepłej wody brak! Wrażeń też! Nic ciekawego.

Tylko  widok tego jachtu na skałach wrażenie zrobił. Spacer wieczorny brzegiem zatoki. Powrót. Gościmy na pokładzie załogę  Janusza. Kilka okolicznościowych toastów. Zmęczenie daje znać  o sobie. W nocy świst wiatru na wantach. MarGeo  bezpieczna  za falochronem  starannie przycumowane pozwala spokojnie spać.

Poranek słoneczny. Śniadanie. Zakupy. Klar i wychodzimy bez większego żalu. Płyniemy w poszukiwaniu przyjemniejszych wrażeń.

Czeka  wyspa Kalymnos . Port Loutra /37 26 33N , 24 25 35E/.  A tam ciepłe wody termalne . Takie małe  SPA  200m od jachtu. Jednak  komfort  czasowy jaki mamy do momentu  zawinięcia w porcie  pozwala na  fanaberie .

Proponuję załodze „jacuzzi  na bananie” . Jest 4 chętnych.  Temperatura wody ok.19 . Motor stop! Cuma z rufowym  fenderem  do wody  . Chętni  też!  Trzymać się liny!



„Jacuzzi na bananie”



Okazja przećwiczyć praktycznie słynny manewr „człowiek porzucony za burtą”. Wszyscy biorą ten termin za żart .Żartem jednak nie jest na katamaranie pędzącym z  wielokrotnie większą  od naszej prędkością po sztormowym oceanie ,gdy wykonanie manewru  oczywistego grozi utratą jachtu i załogi.

Wybór manewr „człowiek za burtą” czy  może szybko  wyrzucić  lifepacket  i płynąć dalej wysyłając stosowny sygnał MOB. Oto jest pytanie!

Mała jazda przy 2Kn uczy pokory/ przy spadającej bieliźnie / i wyobraźni  o szybkości  oddalającego się  jachtu. Uzasadnia konieczność używania szelek i life linki w sytuacjach koniecznych . Sławek w kilka chwil po tym wybierając się na dziób sam przywdział szelki. Może bał się ,że nie wrócimy. To nie ocean i nie ta prędkość jednak.  No i użyteczny załogant z niego przecież.

Po tej kąpieli  zapas czasu nadal pozwala na żeglugę do N końca Siros i  trawersu przylądka Palos. Ostrym prawo halsowym bajdewindem. Dalej na zmianę kursu na półwiatrowy  prosto do Loutry.



Przemek melduje 9 na logu /GPS wskazywał12/



Zbudowały się chmury frontowe. Powiało chłodem.  Ubieram sztormiak. Ster. Pokropiło. Przejaśniało.   Chyba nic już się nie przydarzy? Idę na małą drzemkę. Budzi mnie szum wiatru spływającego z żagli. To załoga pod okiem I-go postawiła  ponownie pełne żagle i smakowała  wiatr  doceniając  szybkość  jachtu , bijąc kolejne rekordy wskazań logu. Zmiany kąta natarcia i obserwacja logu uczyły optymalizacji  żeglugi . Pyszna załoga- w sensie fajna. Postąpili tak, jak powinni. Nie przerwali drzemki kapitana!  Co ja robię pod pokładem!? Dołączam do reszty. Razem upajamy się wiatrem,falami ,słońcem i błękitem.

To co miłe ma swój kres . Czas nakazuje małą korektę kursu do portu .

Loutra  nie poraża  witając na wejściu tak jak Nousa  . Jednak te ciepłe wody termalne wpadające do morza nęcą. Wszystko takie w skali mini. W zasięgu ramion . Na wyciągniecie ręki . Stoliki tawern pod parasolami zakotwione w piasku plaży , omywane falami. Pomieszane plamy zieleni ,bieli, kolorowych akcentów łódek rybackich. Wszystko  wtopione w błękit. Ten! Błękit.



Tawerny na plaży w Loutra



Całość wygląda zupełnie tak jakby  jakiś  japoński ogrodnik stworzył to miejsce  przy okazji hodowania kolejnej odmiany miniaturowego  drzewka bonsai  i w przypływie ogarniającego zadowolenia z aktu tworzenia  czegoś  pięknego nieco przewymiarował swoje dzieło. Tak by można je było podziwiać  z zewnątrz będąc jednocześnie w środku. I odwrotnie.



Moczymy nogi w termalnym strumieniu



Kąpiel w wodzie słodko -słonej o temp.60 C. Pierwsza i jedyna  gorąca woda poza  jachtowym prysznicem  w tym rejsie.

Jedyny spotkany  w Grecji  Master of Harbour! Kolejne miejsce warte odwiedzenia . W sezonie  zawijać do 11.00 . Póżniej  brak miejsc możliwy.  Master of  harbour to  Dimitri. Wyjątkowy nie tylko jak na  Grecję człowiek znający swoje miejsce i rolę jaką spełnia. Pan i władca tego  portu.  W samym porcie niespotykany porządek. Jachty poustawiane zgodnie z wolą jego Pana,     a nie według widzimisię  skiperów. Na gwizdek-dosłownie! Żadnego  chaosu. Wszędzie czysto. Czy to rzeczywiście



Jachty w Loutra poustawiane zgodnie z wolą Pana portu



Grecja? Może błąd w nawigacji?

Dimitri! Prawdziwa pomoc w wszelkich problemach. Nie wyłącznie żeglarskich. Przekonaliśmy się o tym, gdy zatroszczył się o pomoc w  rozwiązaniu  kłopotów zdrowotnych /poważnych/, które pojawiły się na jachcie Janusza.  Smutno ,że muszą kończyć i wracać promem do Aten. Stan zdrowia Edyty  nie pozwala na ryzykowanie pogorszeniem. Zwłaszcza, że prognozy  pogody zmienne. Dalsza żegluga niewskazana.

Cień końca mentalno -fizycznej rozpusty przelał się wraz ze współczuciem przez nasz pokład. Nasza załoga udała się do jednej z tawern uciekając  przed  cieniem czerpać przyjemności.  Z Miszką i Murzyneczką  pozostaliśmy w kokpicie MarGeo.  Blues i szklaneczka  whisky. Przyszedł Janusz. Słowa otuchy. Szklaneczka. Wrócił  do małżonki i jachtu. Miszka na Kuniu raz na ludowo. Swojsko.  Krajowo.  Jeszcze raz Murzyneczka i blues. Przysnąłem na decku nie słysząc  wracającej z tawerny załogi.

Około 2 00. Miszka – reaktywacja. Szuka Murzyneczki  i Kunia . Może postanowił koncertować  dalej w tawernie. A może poszedł  na falochron układać  bluesa dla „łagodnego rekinka”. Kto wie. Fantazja artysty przekracza wszelkie horyzonty. Nie dociekam. Znikam pod pokładem.



Loutra - sympatyczne miejsce na Cykladach



Poranna kawa  19 maja. Wykreślenie  kursu na  Aeginę. Przed nami  ok.55 Mm. Śniadanie. Żegnam się z Dimitriem  zapisując wszelkie dane adresowe. Kartka po powrocie do Polski się należy. Przykro nam żegnać Janusza . Cień nas goni.  Cumy rzuć! Kotwicę rwij! Za rufą pozostaje sympatyczne miejsce na Cykladach. Warte odwiedzin.



Cumujemy w Aeginie



Bez incydentów zawijamy do Aeginy /37 44 45N , 23 25 42 E/. Upatrzone miejsce do cumowania. Kotwicę staw! Wstecz! Z dwóch jachtów pomiędzy którymi zamierzamy stanąć  dwóch ludzi wydaje sprzeczne sygnały. Przy trzeciej próbie podejścia ignorujemy wskazówki. Po ostrej wymianie zdań z jednym z nich i podaniu definicji  bojrepa  skłaniamy jego  do współpracy  przy naprowadzaniu przez ich wzajemnie skrzyżowane  łańcuchy kotwiczne. Kotwica wydana precyzyjnie i bezkolizyjnie. Wzajemne  grzeczności  i przeprosiny po przycumowaniu.



Poranny widok z rufy MarGeo w porcie Aegina



Klar portowy.  Można się przygotować do wieczoru kapitańskiego.
Zamykamy jacht !-Port miejski przy ulicy.



W tawernie przy targu rybnym w Aeginie



Spacer w poszukiwaniu stosownych do rangi i terminu wieczoru przypraw. Udany. Przyprawy zakupione. Jednak cóż znaczy Aegina bez odwiedzin jej targu rybnego i tawerny przy nim. Siadamy.

Stół zapełnia się rozmaitymi  darami  morza. Drobne  rybki/kto by miał cierpliwość je patroszyć przed smażeniem/ . Sardynki /bez zawartości/.  Krewetki /z obiecująca zawartością/. Kalmary. Ośmiornica. Inne jakieś  sardynkopodobne. Pasta jakaś z ikry i chrzanu chyba. Smaczna!  Wszystko świeże.W ilościach do posmakowania. Młode wino. Białe  smaczniejsze. Czerwone też nie najlepsze pozostaje w beczce . Wracamy na MarGeo. Kapitański  toast bez długiej mowy. Podziękowanie dla załogi  za  udany dzięki niej rejs . Część  zmęczona znika w kojach.  „ Cutty Sark”  osuszamy z Jackiem , Michałem i Sławkiem. Robi się sennie. Bulwar za rufą cichnie. My też. Ucieczka w zadumę. Chwila na smakowanie wieczornych widoków . Pierwsze refleksje  rejsowe.  Moment zadumy .  Wystarczy!!!  Jeszcze nie czas na sen ! Jacek i Sławek  zdecydowanie proponują  przejście  15m od naszego  trapu  do tawerny i godne zakończenie wieczoru i rejsu.



Wieczór na MarGeo w porcie Aegina



Murzyneczka,  Kuń i Michał nie strajkują. Idą też!  Ja!?  Przecież nie zostawię załogi bez opieki w ostatnim porcie!!!  Rozparci w wygodnych fotelikach przy coli z lodem i przyprawą  pochodzącą  ze Szkocji napawamy się  ostatnim  wieczornym widokiem  Zatoki  Sarońskiej  w tym rejsie.  Murzyneczka  łka rzewnie.  Kuń nie rży!  Cola się skończyła , przyprawa też . Bez problemów pokonujemy trap. Do koi ! Chrap , chrap ,chrap. Ciiiii…

Maja dzień 20. Przed nami  16Mm do Alimos. Mamy zgodnie z umową  być o 13 00. Zakupy. Pieczywo, pomidory i świeże krewetki. Klar. Cumy oddaj! Itd…    Wychodzimy z portu. Ostatniego w tym rejsie. Kurs zadany . Krzysztof za kołem  sterowym stanął z oczywistą przyjemnością

Czas krewetki  kapitańskiej nadszedł . Znikam w kambuzie . Po godzinie  na stoliku  kokpitu pojawia się blacha z piekarnika  pełna  gorących, różowo-pomarańczowych „robali”. Tylko przez kurtuazję zapewne  uznali  za lepsze niż  te wieczorem  w tawernie.  Jedynie  Sławek kryjąc mocno dezaprobatę dla ich smaku wyjadał jeszcze z miniaturowych szczypiec to co w nich tkwiło. Wszystko zniknęło z szybkością błysku flesza. Stosownego foto upamiętniającego brak.



Komandor opuszcza banderę na MarGeo



Wina odrobiny i Ouzo też nie było. Wszak na ląd wracamy i odwodnienie nam już nie grozi.

Na podejściu do  Alimos  „człowiek za burtą”.  Zgubiliśmy odbijacz.  „Człowiek” uratowany. Wejście. Mouringi. Cumy. Pakowanie. Przygotowanie jachtu do zdania . Wszystko przebiega bez problemów. Bandera YKP opuszczona.

I tylko Miszka z lekkim wyrazem smutku na twarzy.Może to nie smutek lecz wyraz braku spełnienia.  Nie można mieć jednak  wszystkiego w pierwszym rejsie. Może już w następnym dojdzie do spotkania  z „łagodnym rekinkiem”. Trzeba płynąć, a spełnienie nadejdzie.

Jacht zdany bez uwag. Może z jedną. Brak wiaderka. Istotnie ! Zostało utopione . Jednak odkupione. Tylko nie oryginalne Bavaria /pierwsze słyszę o takim wiaderku/ czarne/.A to jest niebieskie. I się nie liczy jako wiaderko.Może to taki występ kabaretowy  odbierającego jacht  jako atrakcja  na koniec rejsu.

Bardzo  niestosownie zachowała się grecka klasa próżniacza /czyli uzależnieni  od wypłat z budżetu/ ogłaszając dzień naszego powrotu dniem strajku generalnego. I to wszystko w proteście przeciwko likwidacji  15 pensji lub 14 emerytury. Na które  to musza się składać uczciwie pracujący Grecy i reszta unijnej Europy pozbawiona takich przywilejów .



Załoga pod Akropolem



Sam widok zapuszczonych obiektów olimpijskich /tych z 2004/ i zdewastowanych  autobusów stojących na placu obok od czasów olimpiady wystarczy- żeby im zarząd komisaryczny wprowadzić.  Autobusy  strajkują. Taksówek ceny wzrosły tego dnia . Wynajmujemy mikrobus.  Wyjdzie taniej niż trzy taksówki na lotnisko . Mała wycieczka po Atenach w cenie . Zaliczamy wzgórze z Akropolem nieco nad nim.

Ten zamknięty z powodu strajku. Wycieczki  z całej Europy  oglądają to antyczne dzieło zza płotu.  A miała być lekcja historii antycznej dla licznie przybyłej młodzieży. Nic straconego. Jest lekcja z wyników działań socjalistów, historii współczesnej i makroekonomii.

Lotnisko i oczekiwanie na powrót. Islandzki wulkan nie nęka . Nikt nie strajkuje. Jeszcze mała nagroda pocieszenia dla Miszki – spotkanie z rodziną Muminków. Skoro nie było łagodnych rekinków mogą być Muminki.

Startujemy planowo

Warszawa Okęcie 21.maja  2010  ok. 6 00  koniec  mentalno -fizycznej rozpusty.

Załoga  wystartowała bez nadanych wcześniej z wyjątkiem  I Oficera  stopni .

Wylądowała z samymi funkcjami oficerskimi wysłużonymi w trakcie rejsu .


W składzie:



Jacek Byner - I oficer „strażnik regulaminu” Komandor YKP Inowrocław





Krzysztof Grzegorczyk - oficer „zastępca autopilota”, „Arnold”






Przemysław Górny - oficer intendent „siła uśmiechu”, „Melon”





Witold Jakubek - oficer „siła spokoju”, „Wojtek”





Sławek Jarosławski - oficer „łącznikowy”, „Hrabia”





Roman Kacprzak - oficer „król maszyn”, „Sołtys”





Michał Kunkel - oficer „boki zrywać”, „Miszka”





Marek Tański - oficer „informacyjny”, „Kurczak”




„Murzyneczka” - I pomocnik oficera „boki zrywać” Hohner tonacja G





„Kuń”- II pomocnik oficera „boki zrywać” Hohner 64 chromatyczny





„Kwadratowa”- oficer „Luksusowa” do zadań specjalnych , medycznych i magicznych. Czarodziejka.





Wiesław Wysocki - oficer Kapitan, autor tej opowieści



Przebyła  220 Mm . Odwiedziła  6 portów poza portem wyjścia i powrotu. Termin rejsu : wyjście ok.15 00 14maja 2010 powrót ok.13 00 20maja2010. Warunki pogodowe jak na porę rejsu odbiegały od przeciętnych dla tego okresu. Jednak i w Polsce w tym czasie były skrajnie nienormalne.

Tekst może wskazywać , że wina i ouzo  były na pokładzie  hektolitry . Zapewniam  jednak, że po wszelkich wyliczeniach osobodniowych to odrobina  profilaktyczno lecznicza jedynie /odwodnienie, błędnik, odrobaczenie  etc/ była. Akcentowanie ich obecności na pokładzie to jedynie ars poetica.

Co było udziałem załogi w portowych tawernach  i ich pobliżu docierało do moich uszu tylko z pogłosek przy okazji porannej kawy . Tych nie przytaczałem i nie komentowałem .  Port ma swoje prawa , a załoga w nim swoje życie własne.  Ewentualne  próby  powołania mnie do odpowiedzialności  przed sądami rodzinnymi  obu krajów  za efekty pobytu załogi w portach odradzam wiązać  z moją osobą.  Jak  też i wszelkie przyszłe roszczenia alimentacyjne  w stosunku do załogi i siebie  z góry oddalam. Przecież przy geriatrycznej niemal przeciętnej wieku załogi i tak nikt by nie uwierzył w owocne efekty jej pobytu w portach. Zapewne dali by wiarę słowom ,że  to „p…..leni emeryci”  przecież”.

Tytułowa rozpusta miała jednak miejsce!  Przyznaję! Tylko czy takie jej pojmowanie jest karalne? Zwłaszcza  gdy nie czuje się jeszcze „p…..lonym emerytem”. A  epitet ten powstał , gdy nieco póżniej urodzona część załogi delektować jeszcze  się chciała marzeniami sennymi ,a ta której dano możliwość wcześniej być na świecie  parzyła kawę szurając  w messie o poranku.

Na sam koniec  jeszcze pozostał niepokój : czy po tym rejsie bramy ośrodka YKP Inowrocław w Łącku nie będą dla mnie zamknięte.

Jeżeli jednak załoga podziela zdanie Henry Millera zawarte w ”Kolosie z Maroussi”

„ Cudowne rzeczy przydarzają się człowiekowi w Grecji , cudownie dobre rzeczy , które nie mogą się zdarzyć nigdzie indziej na świecie ”

to nie będzie tak żle .

Victornave

Kilka uwag praktycznych :

warto zabrać na rejs grecki  zestaw wtyczek i gniazdek przedłużacza /armator tego  nie przewiduje , a w niektórych portach obsługa portu wydaje za kaucją/chociaż i tak nie muszą pasować do kabla jachtowego.

stosować bojrep przy stawaniu na kotwicy w portach /wcześniej przećwiczyć z mniej sprawną załogą w jakiejś zatoce/

przed  pierwszym tankowaniem do zbiornika wykorzystać paliwo z zapasowego pojemnika o znanej objętości. Rozpocząć  uzupełnianie paliwa przy wyzerowanym liczniku minitankera  od pustego pojemnika. Sprawdzić zgodność  wskazań licznika z objętością  pojemnika. Następnie po stwierdzeniu braku zastrzeżeń tankować  do zbiornika zasadniczego. Ta mądrość  przyszła na sam koniec. Przeliczenie motogodzin i  ilości zatankowanego paliwa mogło  nie tyle wskazywać  na tiuningowane  liczniki  minitankerów , co na wyjątkową  paliwożerność  naszych Bavarii  /MarGeo i Seni/ w tym rejsie .Przekonamy się następnym razem.

zapomnieć o przyzwoitych toaletach i gorącym prysznicu w portach /na to funduszy unijnych nie wystarczyło/.

niektóre jachty mają zamknięte  ekologiczne zbiorniki ścieków – co to oznacza przy niezastosowaniu się do instrukcji  obsługi  lepiej nie doświadczać  ze względów estetycznych, jak to się przydarzyło  jednemu z naszych kolegów.

z uwagi na charakterystykę akwenu i fali występującej na nim, a co z tym powiązane komfort żeglugi czarterować jacht o długości min 40 stóp

przyjąć jako motto rejsu  zdanie  Roda Heikella – autora przewodnika po portach i zatokach Grecji : „ w momencie gdy byłem i pisałem te słowa to wszystko było prawdą  ,  istniało i działało – jednak  tutaj  wszystko  zmienne jest ”.