Wielki Błękit
czyli mentalno fizyczna rozpusta
„Za dwadzieścia lat bardziej będziesz żałował tego, czego nie zrobiłeś, niż tego, co zrobiłeś. Więc odwiąż liny, opuść bezpieczną przystań. Złap w żagle pomyślne wiatry. Podróżuj. Śnij. Odkrywaj.” – Mark Twain
Początek miał miejsce gdzieś po Sylwestrze. Zadzwonił Jacek – Komandor YKP Inowrocław towarzysz rejsów słodkich i słonych. Przyjaciel. Mówi krótko: jednak są chętni na rejs! /a jeszcze w grudniu było ciężko/. Jednak to zrozumiałe! Mikołaj , święta , Sylwester. Wiadomo wydatki. Widać jednak coś w sakiewkach zostało. Wymyśl coś! - Tak zakończył.
Zaczęło się wyszukiwanie terminów lotów niskobudżetowych i lotnisk przy bazach czarterowych.
Moja propozycja -Cyklady . Samolot z Warszawy liniami Norwegian do Aten. Czarter Kiriacoulis Bavaria 42 dla dziewiątki – wystarczająca. Dzięki agencji Punt wszystko załatwione. Czarter wpasowany w terminy lotów.
Planowanie trasy. Co się da zrobić w tydzień od 13 do 20 maja. Kilka wariantów trasy układanych na Google Earth. Pozostała ostateczna-ta dalej opisana. Cel i założenia rejsu: stażowo-turystyczno-wypoczynkowy bez zwiedzania dogłębnego wysp, ruin, podziwiania ciekawostek przyrodniczych. Inaczej mówiąc maksymalnie na jachcie z wiatrem czy pod wiatr. Uroki portów poznać w zakresie kulinarnym i manewrowym. Żagle stawiać kiedy się tylko da. Na dieslu nie oszczędzać kiedy trzeba. Nie nadużywać jednak!
Spotkanie z załogą dwa tygodnie przed rejsem. Obawy przed niestabilną sytuacją w Grecji i pyłem wulkanicznym z Islandii . Swoją drogą jak takie dwa kraje z dwóch biegunów Europy potrafiły trzymać w szachu świat-z różnych powodów. Postanowienie jakiego można oczekiwać od żeglarzy. Lecimy! Żeglujemy! Carpe diem! Oficer „Siła Spokoju” przystał do większości.
Piątek 14 maja lądujemy 215 w Atenach. Autobus miejski .Około 330 Marina Alimos /Kalamaki/. Szukamy jachtu. Miał czekać z kluczami „pod wycieraczką”. Jachtu… nie ma! Tak się wydawało, gdyż szukaliśmy Bavarii 42 . No i niespodzianka! MarGeo to Bavaria 44. Przechodziliśmy obok dwa razy szukając jachtu z jednym kołem /42/ a nie z dwoma /44/ sterowymi. Nawet bandera ojczysta pod salingiem łopotała. Nocne sztauowanie i można iść spać. Nikomu jednak nie w głowie sen.-Przy „Kwadratowej”, dźwiękach wydawanych przez Murzyneczkę i Kunia zjadamy pierwszy posiłek . Czekamy na przejęcie jachtu. Około 830 część załogi udaje się po zakupy uzupełniające naszą integralność aprowizacyjną na min 3 dni. Podstawy znalazły się w bagażach zabranych z kraju.
Wyczekiwana godzina 9 nadchodzi. Całość procedur pozwala na oddanie cum ok.14.Przed wyjściem postawienie bandery YKP . Z nami wychodzi S/Y Seni – Bavaria 37 dowodzona przez Janusza. Cel zatoka Palea Fokea /37 43 11 N ,23 56 26 E / osiągamy po ok.3 godzinach „motorowania” . Uroczy porcik rybacki bez możliwości cumowania . Janusz postanawia stanąć na kotwicy. Uwzględniając brak osłony od W i SW , chęć oszczędzenia załodze wacht kotwicznych po bezsennej nocy i wystarczający czas do zachodu słońca proponuję „motorowanie” do Mariny Olimpijskiej. Minęliśmy Souninon z górującą świątynią Posejdona , a następnie prawą burtą połowę wyspy Makronisos. Wchodzimy do Olimpijskiej. Na główce postać jakaś macha do nas. Pytamy o koszt -50 eur. OK.!Niestety! Brak miejsc. I dobrze! Wchodzimy o ok. 1 Mm N do portu Lavrion /37 42 30N , 24 03 34 E/zadowoleni z 50 eur pozostałych w kasie okrętowej. Port jachtowy wydaje się zapełniony. Niechęć do stawania rufą do nabrzeża z kotwicą od dziobu decyduje o cumowania w miejscu dla statków większego tonażu.
Longside stało już kilka innych jachtów. Kolacja. „Kwadratowa” i załoga w kojach. Spokojnie zalegam na decku. Pierwsza grecka noc w tym rejsie do przespania. Z małą przerwą na korektę cum i odbijaczy . Przemek czujnie wyskoczył ok. 4 na pokład –coś pukało. Czynimy co należy. Spokój do poranka. Nic nie puka. Widać poborca portowych opłat też śpi. Słychać tylko pochrapywania.
Przed nami cel wyspa Serifos port Livadion/37 08 31N , 24 31 04E /. Małe zakupy. Śniadanie. Cumy oddać i w morze. Łączność z Seni na kanale 69 /swoją drogą jacht do jachtu 69- skojarzenie samo się rodzi/ . Postanawiają nie forsować 55 Mm i wybierają wyspę Kea. To dzień rejsu drugi.
MarGeo płynie zgodnie z planem na Serifos . Niestety głównie „motorując” pod wiatr . Na pokładzie lunch ok. 12.00. Sałatka z fetą. Sery. Suche kiełbasy-również suszone mięsne rarytasy z Litwy zawleczone przez Krzysztofa .Wina-odrobina lub piwo do wyboru. I smalec własnej roboty domowy. Do syta! Aplauz rozpoznany po ciszy zakłócanej smakowitym mlaskaniem.
Około 19 jesteśmy w porcie. Pierwszym z naszych cykladzkich . Obiadokolacja na pokładzie z produktów własnych i miejscowych. Wina-odrobina . Ouzo na trawienie. Wachta pomywa. Reszta się zmywa z pokładu. Ginie w porcie i tawernach. Wachtowi dołączają po spełnieniu obowiązków.
Opisów wyspy i jej osobliwości w przewodnikach i sieci pełno .Tutaj ich nie będzie .To samo dotyczy innych miejsc na naszym szlaku . Opisy portu ogólnie dostępne w przewodnikach żeglarskich /„Grek Waters Pilot” Roda Heikella to standard . Nowość po polsku to „Grecja przewodnik dla żeglarzy” Gerda Radspielera/. Dwa najnowsze wydania obu na pokładzie . Swoją drogą Heikell jakoś lepiej opisuje locję /może to tylko moje przyzwyczajenie/. W następnych portach to do niej odnoszę się z ufnością . Zaglądając do tej nowością wydawniczą i językiem polskim w przekładzie z niemieckiego kuszącą tylko dla porównania.
Serifos. Port Livadion . Stajemy jak to w Grecji. Rufa do nabrzeża kotwica wydana z dziobu.
Prądu przyłącza są! Tylko niekompatybilne z naszym jachtowym kablem/w Grecji każdy port ma inne rodzaje gniazdek/.Pomaga nam Francuz z jachtu pobliskiego. Wyciąga z bakisty taki adapter przyłączeniowy. Jednak i on nie pasuje. Francuz nam i owszem! Rasowy żeglarz! Otwarty!
Dwa kieliszki z kwadratowej i …vive la pologne na pokładzie MarGeo. Za wtyczkę, którą wydobył z bakisty, a którą Roman /złota rączka, mechanik i dobro wszelkie/ zmienił rewanżujemy się Marsylianką –prawie w oryginale. Wspominamy wojny napoleońskie , Chopina i Marię Curie. Psioczymy na niski kurs euro do dolara, słabą infrastrukturę żeglarską wynikającą z greckiego marnotrawstwa itd. Jest sympatycznie! Vive la France!
Starania Romana zległy na niczym. Prądu 220V i tak nie mamy. Mimo tego żyjemy . Zapasy też. Nocna cisza spłynęła niepostrzeżenie. Zapachów niemiłych pod pokładem mimo braku ciepłego prysznica nie notujemy. Zatykających dech wrażeń też.
Wcześniejszą wizytę Coast Guard przy naszym jachcie i prośbę o zwrócenie uwagi na kabel elektryczny i cumy potraktowaliśmy poważnie . Wieczorem wg prognoz może być różnie. Mieli rację !
Nasz kolega Włodek w tym samym czasie odcinał cumy na Santorini / zaledwie 60Mm SW od naszej pozycji/ i uciekał w morze sztormować . Przy boi cumowniczej zostawił 70m liny w obawie przed sztrandowaniem u stopni oślich schodów. Decyzja jedynie dobra! Włodek to nie kandydat na osła. Żeglarz wiatry mediteraneu czujący w nozdrzach. Uciekł na wyspę Ios. Mieliśmy się spotkać w Nousa na Paros. Niestety ! Może i na zdrowie wzajemne! Spotkania na nie było. Równolegle Janusz odnotował na wyspie Kea kłopoty trzech innych jachtów zerwanych z kotwicy. Jego wachty kotwiczne były jednak czujne. U nas noc akustyczna przy wietrze świstającym i Murzynce . Kunia nie było. Ouzo i wina odrobina przed , do i po kolacji . Bezpieczne zajęcia własne załogi w porcie bez incydentów odnotowanych w lokalnych mediach i posterunku policji.
Poranek trzeci dzień. Cel port Nousa wyspa Paros. Wcześniej uzupełnione zapasy /pieczywo, pomidory i zielenina, wino , Ouzo , Fanta – to dodatek do Ouzo -zamiast wody wynalazek Grzesia z Khersonisos na Krecie/. Grzesiu , Khersonisos i Fanta z Ouzo to temat na zupełnie odrębną opowieść. Z rejsu innego. Może kiedyś opowiem.
Przed oddaniem cum jesteśmy świadkami mordowania świeżo złowionej ośmiornicy. Polegało to na kruszeniu nią betonu pirsu przez wielokrotne rzucanie stworem na ten że . Podobno to się krnąbrnej ośmiornicy należy. W przeciwnym wypadku podczas konsumpcji przybiera postać gumy i staje się niezgryzalną . Kilka stosownych foto upamiętniających wyczyny łowczego . Oddalamy się. Zwłaszcza , że nieszczęsna miała koleżankę niesioną przez innego łowczego .Słaba znajomość greckiego nie pozwoliła na dociekanie stopnia jej krnąbrności . Z ośmiornicą językiem migowym też kontaktu nie dało się nawiązać. Ma bestia przewagę w ilości kończyn i gestykuluje dwa razy intensywniej od człowieka.
Dzionek na fali i falowo. Chociaż i regulaminowo . Jacek – pierwszy oficer dba o regulamin i zapisy w dzienniku pokładowym . Lunch ok.12. Menu stosowne do pozycji wskazywanej przez GPS. Czyli sałatka z fetą, sery, suche kiełbasy! No i wina odrobina też . Ouzo z wodą . Porcyjka! Przecież nie można dopuścić do odwodnienia organizmu. A na wodzie oto najłatwiej! Niektórzy zapobiegając odwodnieniu wybrali piwko. Ukryte w dwóch papierowych torebkach pojawiły się na pokładzie nabyte przy okazji zakupów porannych sardynki .Jasne, że nie w puszkach! Prezent dla Miszki! Miszka wszak obiecał że wyczyści i przyrządzi ryby, że hej! Tylko dać ryby! Słowa dotrzymał! Jak powiedział , że wyczyści i przyrządzi to…. powiedział! Załoga wyczyściła i przyrządziła. Pyszotka. Brawa dla Krzysztofa i Przemka . Takie uzupełnienie nudnych egejskich lunchów na pokładzie! Do sardynki białego wina odrobina. Ouzo po tym popsułoby smak. Precz!
Płyniemy kursem ok. 90 czyli E . Przy latarni Korakas /37 09 19N , 25 13 32E/ stopniowo zmieniamy kurs na 180 wchodząc w zatokę Plastira. Przed nami panorama N brzegu zatoki.
Widok Nousy poraża! Piękne miejsce! Ostrzeżenie o głazie pozostawionym po środku basenu też wzbudza emocje. Jachty stojące longside . Inaczej się raczej nie da z obawy o zaplątanie kotwic w ciasnym basenie. Praktycznie miejsc brak. Tak myślała też i pewna Pani witająca nas językiem flamandzkim w obawie o całość swojego jachtu po naszym precyzyjnym dojściu dziobem do nabrzeża i przytuleniu się lewą burtą do jachtu z wyłożonymi fenderami. Do jej dziobu były dwa metry. Żadnego zagrożenia. Dont worry!
Flamandzka egoistka za nic miała sztorm nadchodzący. Istotnym była całość bugszprytu ich jachtu. Mała dyskusja i mąż kapitan / a może raczej chłopiec okrętowy/ poszedł na współpracę widząc zdecydowanie 9 osobowego teamu i lekko o 2m wycofał jacht z pomocą naszą / w zaciszu messy za uległość został oklęty po flamandzku/. Nasze MarGeo pozostało w pierwotnym miejscu cumowania. Załoga wyłożyła zgodnie ze sztuką wszystkie środki ochrony od obtarć . Szpringi ,cumy i inne co by nas nikt nie wspominał żle. No i…! Wejście Pana jachtu o którego burtę się oparliśmy. Pytanie moje : czy nie przeszkadzamy?! Odp: Komu?! Mnie!? Nie! Why!? Jesteśmy żeglarzami przecież! Amerykanin! Żeglarz . Człowiek. Kwadratowej już w ładowniach nie było! Tym razem paczuszka kabanosów polskich była wyrazem naszego uznania dla normalności . Akceptacja dla naszego prezentu zaznaczyła się pysznym. Mniam! Mniam ! Mniam! Dochodzącym z sąsiedniego kokpitu.
Egoistów stających w portach bezpieczne i mających gdzieś , że sztorm poza nim spotkaliśmy jeszcze dwa razy. Jednak udało nam się zdefiniować i wyłuszczyć im pojęcie bojrepu – moim zdaniem /powtarzanym za mistrzem Andrzejem M/,narzędziem niezbędnym w greckich portach. Definicje egoizmu , portu i sztormu też. W zależności od punktu widzenia głodnego i sytego. Podziałało na Niemcu i Włochu. Flamandka raczej niereformowalną pozostała. A może to Walonka jakaś była?
Nousa… Piękne miejsce . Magiczne niemal. Piszę to jeszcze raz. Tutaj widać , że lokalny gospodarz unijne pieniądze przeznaczył dla tego miejsca. Wyjątek w tym kraju . Nie wiem czy wszystkie wypisane na tablicy liczebniki – ile to Unia , ile to gospodarz w mil. eur przeznaczyli żeby to miejsce zachęcało do powrotów to prawda. Jednak prawdy raczej bliskie. Polecam ten porcik gorąco . Jednak tylko poza sezonem. W sezonie wskazane zawijać przed 1100. Wymiary podane w locjach zmniejszyć o ¼. Czyli 60m w locji to 45m realnie. Kamień na głębokości 2m w środku basenu portowego to prawda ! Nieoznaczony! Grecja!!!
Pełno tam małych baseników portowych dla kolorowych rybackich łódek.
Grecki błękit stolików w tawernach. Białe ściany domków Złoto kopuły kościoła.
Nie potrafię tego wyrazić inaczej niż jedno wielkie pieszczenie oczu! Podobnie jak „ Wielki Błękit” film nakręcony parę mil od tego miejsca . Komercyjny „puder” bardzo znany z prawie wszystkich miejsc nad tym ciepłym morzem i upodobniający je do siebie prawie nie widoczny . Klimat greckiego porciku zachowany .Warto bardzo było stanąć w tym miejscu! Bardzo!
Poranek 17.05.2010. Wieje! Oj! Wieje! Sugestie pozostania i przeczekania do jutra. Spacer po Nousa. Czas wyjścia na Siros nadchodzi. Trip niewielki/25Mm/.Wychodzimy kurs 310. Flamandka zadowolona gdyż „niebezpieczeństwo” się oddala , kontroluje nasze portowe manewry .W myślach życzę jej nigdy niewymiękających ośmiornic . Jeszcze tylko pół wstecz w kierunku czarnej burty reguluję jej ciśnienie tętnicze. Ze skutkiem. Jej twarz przybrała barwę homara na półmisku! Pół na przód . Amerykanie pozostają wbrew zamiarom /podobno prognozy nie pozwalają wyjść / będzie gdzieś do 6B wiało.
Dzionek rutynowy już jak dla nas. Płyniemy! Lunch normalny . Wina odrobina. Ouzo. Smalec. Feta w sałatce. Kulinarny kunszt wykazuje Sławek w asyście Marka. Modyfikacje dotyczą jedynie składu sosu do sałatki. To wyraz kapitańskiego rozpasania!!! Korekta polega na dodaniu odrobiny musztardy do sosu . Mało?! To jednak dla całości smaku sałatki jak dobranie szotów foka o dwie „kreski” podczas regat w kursie na wiatr . Pysznie! Żeglujemy smaczniej! Lubię taką „wysmaczoną” żeglugę! Wina odrobina!
Śródziemia morze z jego zapachami , smakami ,widokami ,bogatą historią. Koktajlem wszelkich kultur z nad jego brzegów przemieszanym od czasów antycznych do dzisiaj musi oddziaływać w sposób metafizyczny. Poddajemy się tym klimatom. Serfując prawie na MarGeo w rytmie fal nasiąkamy mentalnością Zorby . Miszka z pomocą Kunia gra melodię z tegoż filmu .Żagle i rytm nas uwodzą. Błękit nad pokładem pod nami i wokół nas . Tańczymy na falach! Do tańca przyłączają się delfiny. Nie najgorzej jest! Jest fajnie! I tylko Sunca brak! Chociaż słońce świeci! Ouzo z wodą. Wina odrobina. Oliwki. Papryka. Pomidory. Feta. Cień końca mentalno fizycznej rozpusty jeszcze nie znalazł miejsca na pokładzie. Przed nami przecież jeszcze kilka obiecujących dni. Carpe diem!
Siros przed nami . Dzień rejsu kolejny. Ostrzeżenie na 69 od Janusza. Przy wejściu do portu uważaj! Jacht na skałach NE od główek zaparkował. Wchodzimy. Fakt.!Po prawej 60 m od główki wejścia na skałach Bavaria 42.
Niemcy. Przykry widok! Swoja drogą jak to się mogło stać? Widać mogło. Nie pytałem autorów tego incydentu. Jakoś nie wypadało. Zostali sprawnie bez powiększania strat ściągnięci ze skał przez ekipę portową. Dziura w poszyciu i stracona płetwa sterowa to wszystko. Nie licząc gwałtownie przerwanego rejsu.
Port Finikas /37 23 49N , 24 52 36E/ typowy grecki port! Ciepłej wody brak! Wrażeń też! Nic ciekawego.
Tylko widok tego jachtu na skałach wrażenie zrobił. Spacer wieczorny brzegiem zatoki. Powrót. Gościmy na pokładzie załogę Janusza. Kilka okolicznościowych toastów. Zmęczenie daje znać o sobie. W nocy świst wiatru na wantach. MarGeo bezpieczna za falochronem starannie przycumowane pozwala spokojnie spać.
Poranek słoneczny. Śniadanie. Zakupy. Klar i wychodzimy bez większego żalu. Płyniemy w poszukiwaniu przyjemniejszych wrażeń.
Czeka wyspa Kalymnos . Port Loutra /37 26 33N , 24 25 35E/. A tam ciepłe wody termalne . Takie małe SPA 200m od jachtu. Jednak komfort czasowy jaki mamy do momentu zawinięcia w porcie pozwala na fanaberie .
Proponuję załodze „jacuzzi na bananie” . Jest 4 chętnych. Temperatura wody ok.19 . Motor stop! Cuma z rufowym fenderem do wody . Chętni też! Trzymać się liny!
Okazja przećwiczyć praktycznie słynny manewr „człowiek porzucony za burtą”. Wszyscy biorą ten termin za żart .Żartem jednak nie jest na katamaranie pędzącym z wielokrotnie większą od naszej prędkością po sztormowym oceanie ,gdy wykonanie manewru oczywistego grozi utratą jachtu i załogi.
Wybór manewr „człowiek za burtą” czy może szybko wyrzucić lifepacket i płynąć dalej wysyłając stosowny sygnał MOB. Oto jest pytanie!
Mała jazda przy 2Kn uczy pokory/ przy spadającej bieliźnie / i wyobraźni o szybkości oddalającego się jachtu. Uzasadnia konieczność używania szelek i life linki w sytuacjach koniecznych . Sławek w kilka chwil po tym wybierając się na dziób sam przywdział szelki. Może bał się ,że nie wrócimy. To nie ocean i nie ta prędkość jednak. No i użyteczny załogant z niego przecież.
Po tej kąpieli zapas czasu nadal pozwala na żeglugę do N końca Siros i trawersu przylądka Palos. Ostrym prawo halsowym bajdewindem. Dalej na zmianę kursu na półwiatrowy prosto do Loutry.
Zbudowały się chmury frontowe. Powiało chłodem. Ubieram sztormiak. Ster. Pokropiło. Przejaśniało. Chyba nic już się nie przydarzy? Idę na małą drzemkę. Budzi mnie szum wiatru spływającego z żagli. To załoga pod okiem I-go postawiła ponownie pełne żagle i smakowała wiatr doceniając szybkość jachtu , bijąc kolejne rekordy wskazań logu. Zmiany kąta natarcia i obserwacja logu uczyły optymalizacji żeglugi . Pyszna załoga- w sensie fajna. Postąpili tak, jak powinni. Nie przerwali drzemki kapitana! Co ja robię pod pokładem!? Dołączam do reszty. Razem upajamy się wiatrem,falami ,słońcem i błękitem.
To co miłe ma swój kres . Czas nakazuje małą korektę kursu do portu .
Loutra nie poraża witając na wejściu tak jak Nousa . Jednak te ciepłe wody termalne wpadające do morza nęcą. Wszystko takie w skali mini. W zasięgu ramion . Na wyciągniecie ręki . Stoliki tawern pod parasolami zakotwione w piasku plaży , omywane falami. Pomieszane plamy zieleni ,bieli, kolorowych akcentów łódek rybackich. Wszystko wtopione w błękit. Ten! Błękit.
Całość wygląda zupełnie tak jakby jakiś japoński ogrodnik stworzył to miejsce przy okazji hodowania kolejnej odmiany miniaturowego drzewka bonsai i w przypływie ogarniającego zadowolenia z aktu tworzenia czegoś pięknego nieco przewymiarował swoje dzieło. Tak by można je było podziwiać z zewnątrz będąc jednocześnie w środku. I odwrotnie.
Kąpiel w wodzie słodko -słonej o temp.60 C. Pierwsza i jedyna gorąca woda poza jachtowym prysznicem w tym rejsie.
Jedyny spotkany w Grecji Master of Harbour! Kolejne miejsce warte odwiedzenia . W sezonie zawijać do 11.00 . Póżniej brak miejsc możliwy. Master of harbour to Dimitri. Wyjątkowy nie tylko jak na Grecję człowiek znający swoje miejsce i rolę jaką spełnia. Pan i władca tego portu. W samym porcie niespotykany porządek. Jachty poustawiane zgodnie z wolą jego Pana, a nie według widzimisię skiperów. Na gwizdek-dosłownie! Żadnego chaosu. Wszędzie czysto. Czy to rzeczywiście
Grecja? Może błąd w nawigacji?
Dimitri! Prawdziwa pomoc w wszelkich problemach. Nie wyłącznie żeglarskich. Przekonaliśmy się o tym, gdy zatroszczył się o pomoc w rozwiązaniu kłopotów zdrowotnych /poważnych/, które pojawiły się na jachcie Janusza. Smutno ,że muszą kończyć i wracać promem do Aten. Stan zdrowia Edyty nie pozwala na ryzykowanie pogorszeniem. Zwłaszcza, że prognozy pogody zmienne. Dalsza żegluga niewskazana.
Cień końca mentalno -fizycznej rozpusty przelał się wraz ze współczuciem przez nasz pokład. Nasza załoga udała się do jednej z tawern uciekając przed cieniem czerpać przyjemności. Z Miszką i Murzyneczką pozostaliśmy w kokpicie MarGeo. Blues i szklaneczka whisky. Przyszedł Janusz. Słowa otuchy. Szklaneczka. Wrócił do małżonki i jachtu. Miszka na Kuniu raz na ludowo. Swojsko. Krajowo. Jeszcze raz Murzyneczka i blues. Przysnąłem na decku nie słysząc wracającej z tawerny załogi.
Około 2 00. Miszka – reaktywacja. Szuka Murzyneczki i Kunia . Może postanowił koncertować dalej w tawernie. A może poszedł na falochron układać bluesa dla „łagodnego rekinka”. Kto wie. Fantazja artysty przekracza wszelkie horyzonty. Nie dociekam. Znikam pod pokładem.
Poranna kawa 19 maja. Wykreślenie kursu na Aeginę. Przed nami ok.55 Mm. Śniadanie. Żegnam się z Dimitriem zapisując wszelkie dane adresowe. Kartka po powrocie do Polski się należy. Przykro nam żegnać Janusza . Cień nas goni. Cumy rzuć! Kotwicę rwij! Za rufą pozostaje sympatyczne miejsce na Cykladach. Warte odwiedzin.
Bez incydentów zawijamy do Aeginy /37 44 45N , 23 25 42 E/. Upatrzone miejsce do cumowania. Kotwicę staw! Wstecz! Z dwóch jachtów pomiędzy którymi zamierzamy stanąć dwóch ludzi wydaje sprzeczne sygnały. Przy trzeciej próbie podejścia ignorujemy wskazówki. Po ostrej wymianie zdań z jednym z nich i podaniu definicji bojrepa skłaniamy jego do współpracy przy naprowadzaniu przez ich wzajemnie skrzyżowane łańcuchy kotwiczne. Kotwica wydana precyzyjnie i bezkolizyjnie. Wzajemne grzeczności i przeprosiny po przycumowaniu.
Klar portowy. Można się przygotować do wieczoru kapitańskiego.
Zamykamy jacht !-Port miejski przy ulicy.
Spacer w poszukiwaniu stosownych do rangi i terminu wieczoru przypraw. Udany. Przyprawy zakupione. Jednak cóż znaczy Aegina bez odwiedzin jej targu rybnego i tawerny przy nim. Siadamy.
Stół zapełnia się rozmaitymi darami morza. Drobne rybki/kto by miał cierpliwość je patroszyć przed smażeniem/ . Sardynki /bez zawartości/. Krewetki /z obiecująca zawartością/. Kalmary. Ośmiornica. Inne jakieś sardynkopodobne. Pasta jakaś z ikry i chrzanu chyba. Smaczna! Wszystko świeże.W ilościach do posmakowania. Młode wino. Białe smaczniejsze. Czerwone też nie najlepsze pozostaje w beczce . Wracamy na MarGeo. Kapitański toast bez długiej mowy. Podziękowanie dla załogi za udany dzięki niej rejs . Część zmęczona znika w kojach. „ Cutty Sark” osuszamy z Jackiem , Michałem i Sławkiem. Robi się sennie. Bulwar za rufą cichnie. My też. Ucieczka w zadumę. Chwila na smakowanie wieczornych widoków . Pierwsze refleksje rejsowe. Moment zadumy . Wystarczy!!! Jeszcze nie czas na sen ! Jacek i Sławek zdecydowanie proponują przejście 15m od naszego trapu do tawerny i godne zakończenie wieczoru i rejsu.
Murzyneczka, Kuń i Michał nie strajkują. Idą też! Ja!? Przecież nie zostawię załogi bez opieki w ostatnim porcie!!! Rozparci w wygodnych fotelikach przy coli z lodem i przyprawą pochodzącą ze Szkocji napawamy się ostatnim wieczornym widokiem Zatoki Sarońskiej w tym rejsie. Murzyneczka łka rzewnie. Kuń nie rży! Cola się skończyła , przyprawa też . Bez problemów pokonujemy trap. Do koi ! Chrap , chrap ,chrap. Ciiiii…
Maja dzień 20. Przed nami 16Mm do Alimos. Mamy zgodnie z umową być o 13 00. Zakupy. Pieczywo, pomidory i świeże krewetki. Klar. Cumy oddaj! Itd… Wychodzimy z portu. Ostatniego w tym rejsie. Kurs zadany . Krzysztof za kołem sterowym stanął z oczywistą przyjemnością
Czas krewetki kapitańskiej nadszedł . Znikam w kambuzie . Po godzinie na stoliku kokpitu pojawia się blacha z piekarnika pełna gorących, różowo-pomarańczowych „robali”. Tylko przez kurtuazję zapewne uznali za lepsze niż te wieczorem w tawernie. Jedynie Sławek kryjąc mocno dezaprobatę dla ich smaku wyjadał jeszcze z miniaturowych szczypiec to co w nich tkwiło. Wszystko zniknęło z szybkością błysku flesza. Stosownego foto upamiętniającego brak.
Wina odrobiny i Ouzo też nie było. Wszak na ląd wracamy i odwodnienie nam już nie grozi.
Na podejściu do Alimos „człowiek za burtą”. Zgubiliśmy odbijacz. „Człowiek” uratowany. Wejście. Mouringi. Cumy. Pakowanie. Przygotowanie jachtu do zdania . Wszystko przebiega bez problemów. Bandera YKP opuszczona.
I tylko Miszka z lekkim wyrazem smutku na twarzy.Może to nie smutek lecz wyraz braku spełnienia. Nie można mieć jednak wszystkiego w pierwszym rejsie. Może już w następnym dojdzie do spotkania z „łagodnym rekinkiem”. Trzeba płynąć, a spełnienie nadejdzie.
Jacht zdany bez uwag. Może z jedną. Brak wiaderka. Istotnie ! Zostało utopione . Jednak odkupione. Tylko nie oryginalne Bavaria /pierwsze słyszę o takim wiaderku/ czarne/.A to jest niebieskie. I się nie liczy jako wiaderko.Może to taki występ kabaretowy odbierającego jacht jako atrakcja na koniec rejsu.
Bardzo niestosownie zachowała się grecka klasa próżniacza /czyli uzależnieni od wypłat z budżetu/ ogłaszając dzień naszego powrotu dniem strajku generalnego. I to wszystko w proteście przeciwko likwidacji 15 pensji lub 14 emerytury. Na które to musza się składać uczciwie pracujący Grecy i reszta unijnej Europy pozbawiona takich przywilejów .
Sam widok zapuszczonych obiektów olimpijskich /tych z 2004/ i zdewastowanych autobusów stojących na placu obok od czasów olimpiady wystarczy- żeby im zarząd komisaryczny wprowadzić. Autobusy strajkują. Taksówek ceny wzrosły tego dnia . Wynajmujemy mikrobus. Wyjdzie taniej niż trzy taksówki na lotnisko . Mała wycieczka po Atenach w cenie . Zaliczamy wzgórze z Akropolem nieco nad nim.
Ten zamknięty z powodu strajku. Wycieczki z całej Europy oglądają to antyczne dzieło zza płotu. A miała być lekcja historii antycznej dla licznie przybyłej młodzieży. Nic straconego. Jest lekcja z wyników działań socjalistów, historii współczesnej i makroekonomii.
Lotnisko i oczekiwanie na powrót. Islandzki wulkan nie nęka . Nikt nie strajkuje. Jeszcze mała nagroda pocieszenia dla Miszki – spotkanie z rodziną Muminków. Skoro nie było łagodnych rekinków mogą być Muminki.
Startujemy planowo
Warszawa Okęcie 21.maja 2010 ok. 6 00 koniec mentalno -fizycznej rozpusty.
Załoga wystartowała bez nadanych wcześniej z wyjątkiem I Oficera stopni .
Wylądowała z samymi funkcjami oficerskimi wysłużonymi w trakcie rejsu .
W składzie:
Przebyła 220 Mm . Odwiedziła 6 portów poza portem wyjścia i powrotu. Termin rejsu : wyjście ok.15 00 14maja 2010 powrót ok.13 00 20maja2010. Warunki pogodowe jak na porę rejsu odbiegały od przeciętnych dla tego okresu. Jednak i w Polsce w tym czasie były skrajnie nienormalne.
Tekst może wskazywać , że wina i ouzo były na pokładzie hektolitry . Zapewniam jednak, że po wszelkich wyliczeniach osobodniowych to odrobina profilaktyczno lecznicza jedynie /odwodnienie, błędnik, odrobaczenie etc/ była. Akcentowanie ich obecności na pokładzie to jedynie ars poetica.
Co było udziałem załogi w portowych tawernach i ich pobliżu docierało do moich uszu tylko z pogłosek przy okazji porannej kawy . Tych nie przytaczałem i nie komentowałem . Port ma swoje prawa , a załoga w nim swoje życie własne. Ewentualne próby powołania mnie do odpowiedzialności przed sądami rodzinnymi obu krajów za efekty pobytu załogi w portach odradzam wiązać z moją osobą. Jak też i wszelkie przyszłe roszczenia alimentacyjne w stosunku do załogi i siebie z góry oddalam. Przecież przy geriatrycznej niemal przeciętnej wieku załogi i tak nikt by nie uwierzył w owocne efekty jej pobytu w portach. Zapewne dali by wiarę słowom ,że to „p…..leni emeryci” przecież”.
Tytułowa rozpusta miała jednak miejsce! Przyznaję! Tylko czy takie jej pojmowanie jest karalne? Zwłaszcza gdy nie czuje się jeszcze „p…..lonym emerytem”. A epitet ten powstał , gdy nieco póżniej urodzona część załogi delektować jeszcze się chciała marzeniami sennymi ,a ta której dano możliwość wcześniej być na świecie parzyła kawę szurając w messie o poranku.
Na sam koniec jeszcze pozostał niepokój : czy po tym rejsie bramy ośrodka YKP Inowrocław w Łącku nie będą dla mnie zamknięte.
Jeżeli jednak załoga podziela zdanie Henry Millera zawarte w ”Kolosie z Maroussi”
„ Cudowne rzeczy przydarzają się człowiekowi w Grecji , cudownie dobre rzeczy , które nie mogą się zdarzyć nigdzie indziej na świecie ”
to nie będzie tak żle .
Victornave
Kilka uwag praktycznych :
warto zabrać na rejs grecki zestaw wtyczek i gniazdek przedłużacza /armator tego nie przewiduje , a w niektórych portach obsługa portu wydaje za kaucją/chociaż i tak nie muszą pasować do kabla jachtowego.
stosować bojrep przy stawaniu na kotwicy w portach /wcześniej przećwiczyć z mniej sprawną załogą w jakiejś zatoce/
przed pierwszym tankowaniem do zbiornika wykorzystać paliwo z zapasowego pojemnika o znanej objętości. Rozpocząć uzupełnianie paliwa przy wyzerowanym liczniku minitankera od pustego pojemnika. Sprawdzić zgodność wskazań licznika z objętością pojemnika. Następnie po stwierdzeniu braku zastrzeżeń tankować do zbiornika zasadniczego. Ta mądrość przyszła na sam koniec. Przeliczenie motogodzin i ilości zatankowanego paliwa mogło nie tyle wskazywać na tiuningowane liczniki minitankerów , co na wyjątkową paliwożerność naszych Bavarii /MarGeo i Seni/ w tym rejsie .Przekonamy się następnym razem.
zapomnieć o przyzwoitych toaletach i gorącym prysznicu w portach /na to funduszy unijnych nie wystarczyło/.
niektóre jachty mają zamknięte ekologiczne zbiorniki ścieków – co to oznacza przy niezastosowaniu się do instrukcji obsługi lepiej nie doświadczać ze względów estetycznych, jak to się przydarzyło jednemu z naszych kolegów.
z uwagi na charakterystykę akwenu i fali występującej na nim, a co z tym powiązane komfort żeglugi czarterować jacht o długości min 40 stóp
przyjąć jako motto rejsu zdanie Roda Heikella – autora przewodnika po portach i zatokach Grecji : „ w momencie gdy byłem i pisałem te słowa to wszystko było prawdą , istniało i działało – jednak tutaj wszystko zmienne jest ”.






































